Bajania przy kominku

Wspomnień czar

Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, na ziemiach polskich trwały niekiedy od miesiąca października. Częste wyprawy na łowy, zbieranie jaj, należały do codziennych czynności gospodarskich wszystkich ludzi wierzących.

Na świąteczne łowy

Od dawien dawna wierzono, że gdy na przedświąteczne łowy wyruszą sami kawalerowie, wieczerza wigilijna nie będzie należała do udanych. Zatem na takowe wyprawy łowne, wyjeżdżali młodzi łowczy z doświadczonymi, którzy już dawno zapomnieli o stanie kawalerskim. Pierwszy na te łowy musiał wyruszyć koń kary, by jak wierzono pobłogosławił tej wyprawie sam święty Hubert, patron łowów i polowań na grubego zwierza. Gdy zaś po kilkudniowej wyprawie wgłąb leśnych zarośli i krzewów, powróciła cała łowcza wyprawa, najstarszy z nich musiał trzy razy zadąć w róg, by wszystkim stało się wiadomym, że pierwsze przygotowania na przyjęcie z okazji narodzin Bożej Dzieciny, mają już za sobą. Gospodynie domowe, którym przypadło w udziale zbieranie jaj, potrzebnych do wypieku ciasta także oddawały się wszelkim zwyczajom i obrzędom przedświątecznym. Aby zatem na dane święta uzbierać dużo jajek, kobiety wchodziły do kurnika ze specjalnie na tę okazję śpiewaną pieśnią, odganiającą złego Pastucha. A był to jak wierzono demon, który kurom zadawał uroki, aby te przestały się nieść, by z tego powodu Święta Bożego Narodzenia należały do ubogich.

Moje kurki i ptaszęta miłe

Dajcie mi jajek po całą szyję

Aby moc Boga nad wami była

I złego Pastucha stąd wygoniła

Dzbanuszki z mlekiem

W okolicy Poznania, znany był inny zwyczaj ściśle związany z obchodami Bożego Narodzenia. Aby w domu chrześcijańskim, nie goszczono się w tym jakże uroczystym czasie gorzałką i okowitką, w cztery kąty największego pokoju, ustawiano malutkie dzbanuszki z mlekiem, aby dobre skrzaty się posiliły, i przestały rzucać na chcących sobie podchmielić swoje zaklęcia i uroki, aby nikt w tym czasie nie chodził pijany. W okolicy Dolnego Śląska, znany był zwyczaj bujany. Polegał on na tym, że w domu najmłodszy członek rodziny wraz z najstarszym, brali za rogi gruby pled i poczęli nim kołysać przez około czterdzieści minut. Wierzono, że wówczas wskakują na koc dobre duszki – opiekunowie ich domowych pieleszy, i będąc wdzięcznymi za takowe kołysanie, z całą pewnością pomogą one gospodarzom w przedświątecznych porządkach. W Nowym Targu, znany był zwyczaj biały. Polegał on na podkładaniu pod dywany i koce białego płótna, na którym jak wierzono siadała Osmętnica, zła wróżka. Tak ugoszczona opuszczała ona domostwa ludzi, którzy szybko zabierali się za przygotowania do obchodów Świąt Bożego Narodzenia.

O zła Osmętnico, tyś smutków krynicą

Opuść nasze domy, idź stąd w inne strony

W regionie świętokrzyskim, znany był wszystkim jego mieszkańcom zwyczaj dymny. Polegał on na odymianiu stodół i spichlerzy z nagromadzoną żywnością. Wierzono, że podczas takowego zwyczaju, ucieknie z obejść gospodarskich zły Kłobuk, który potrafił zadusić gospodarskie zwierzęta, by nie stanowiły one pokarmu na świąteczny stół.

 

EWA MICHAŁOWSKA – WALKIEWICZ

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial