BO – bubel obywatelski

Propozycje przyjęcia budżetu partycypacyjnego w Skarżysku-Kamiennej padły już w 2014 roku, kiedy Prezydentem był jeszcze Roman Wojcieszek. Wtedy została podjęta jednogłośnie intencyjna uchwała Rady Miasta mówiąca, że Skarżyska-Kamienna będzie beneficjentem tej obywatelskiej inicjatywy. W 2015 roku, już za nowego Prezydenta, radni przyjęli zasady określające sposób dystrybucji środków na proponowane zadania inwestycyjne. W telegraficznym skrócie opisując, realizacja budżetu obywatelskiego polega na możliwości zgłoszenia projektu, zadania inwestycyjnego o szczególnym znaczeniu dla społeczności danego osiedla, dzielnicy, który będzie służył ogółowi mieszkańców. Taki projekt może zgłosić mieszkaniec naszego miasta, który ukończył 16 rok życia i uzyskał dla projektu poparcie 50 osób, którzy również ukończyli 16 rok życia, przy czy przynajmniej połowa popierających powinna zamieszkiwać teren, którego ten projekt dotyczy. Następnie odbywa się głosowanie na zgłoszone zadania przez internet lub metodą tradycyjną. Projekty, które zdobędą największą ilość głosów zostają przyjęte do realizacji w następnym roku budżetowym. W pierwszych dwóch latach funkcjonowania budżetu obywatelskiego, Prezydent i Radni Miejscy zabezpieczyli kwotę, bagatela po 400 tyś zł w roku.

Można by powiedzieć, że idea budżetu obywatelskiego to swego rodzaju wyjście naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców zmierzające do jego upodmiotowienia w samostanowieniu społecznym obywateli. Ale jak się temu przyjrzeć w realizacji to dużo w tym mylnego i złudnego. Po pierwsze: kwota 400 tyś zł ma pokryć koszty przynajmniej 8 najpopularniejszych w głosowaniu zadań. Średnio daje to 50 tyś zł na zadanie, czy to wystarczy na ambitny projekt? Na pewno nie. Po drugie: forma głosowania w nierównym stopniu traktuje mieszkańców z racji ich wieku i pewnych umiejętności. Jak wynika z informacji podanych przez Urząd Miasta, zdecydowana większość głosów oddawana jest za pomocą internetu, czyli wyklucza osoby, które nie potrafią lub nie mogą z tej formy skorzystać. Było też wiele kontrowersji wokół tego sposobu głosowania, a raczej manipulacji w głosowaniu. Po trzecie: reprezentatywność też jest wątpliwa. Na około 40 tysięcy uprawnionych do głosowania mieszkańców, głosowało niecałe 5 tysięcy Skarżyszczan. Do realizacji przyjęto między innymi zadania, na które oddano niecałe 400 głosów. Czyli mniej niż jeden procent! Po czwarte: merytoryczną dyskusję nad zasadnością miejskich inwestycji, których w zasadzie zaprzestano w tej kadencji, zastąpiono stosowaniem różnych technik w głosowaniu. Radni zamiast dyskutować o inwestycjach, namawiają mieszkańców by głosowali na bliskie im projekty.

Na efekty długo nie trzeba było czekać. Jako przykład niech posłuży projekt o wdzięcznej nazwie „Wesoły Maluch” u zbiegu ulic Żeromskiego i Sporna, który uzyskał niewiele ponad 300 głosów. Efektem tej niestety „zabawy w partycypowanie” jest kolejny w mieście plac zabaw, a raczej placyk, który nie wiadomo komu będzie służył. W bezpośrednim pobliżu jest jedynie Dom Pomocy Społecznej i kilka domostw. Najbliższe ku temu „placykowi” osiedle, oddzielone jest ruchliwą ulicą Żeromskiego. Kwitując, w ramach szczytnej idei, Prezydent na wniosek jednego mieszkańca popartego 300 głosami, za około 50 tyś zł, zapaskudził gminną działkę wartą około pół miliona złotych. I tak z budżetu obywatelskiego wyszedł bubel obywatelski. Osobiście nie mam nic przeciwko placom zabaw. Przypomnę, że w poprzedniej kadencji powstały piękne place zabaw przy wszystkich szkołach podstawowych w mieście po około 200 tyś zł każdy. Są również projekty, które niewątpliwie spełniają oczekiwania mieszkańców i wykonane są w sensownym miejscu i całkiem porządnie jak np. „Active park” przy ul. Orkana czy plac zabaw w osiedlu Przydworcowe. Może warto zatem poddać analizie proces decyzyjny budżetu obywatelskiego celem wyeliminowania takich zadań jak ten przytoczony na wstępie „Wesoły Maluch”.

 

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial