Brzask. Pamiętnik Cichockiego

29 czerwca 1940 roku na uroczysku Brzask Niemcy rozstrzelali w ramach Akcji AB –Außerordentliche Befriedungsaktion  (Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej ) wielu przedstawicieli  polskiej inteligencji oraz mieszkańców wsi Królewiec aresztowanych za pomoc udzielaną oddziałowi mjr Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Wśród zgładzonych był Stanisław Krawczyński – lekarz, dyrektor Szpitala św. Ducha w Sandomierzu, a także poseł na Sejm RP; był Wiktor Kwiatkowski  – komendant „Strzelca” w Starachowicach, Kazimierz Wrona – harcmistrz z Opatowa. Wśród ofiar był mieszkaniec Skarżyska  Tadeusz Cichocki, który w dniu wybuchu II wojny światowej odbywał służbę w szkole podchorążych na lotnisku Sadek k. Radomia. Ewakuowany na wschód dostał się do niewoli sowieckiej pod Lwowem. Został przekazany stronie niemieckiej ale w Skarżysku ucieka z transportu. Próbuje przedostać się przez „zieloną” granicę na Węgry aby dołączyć do tworzącej się we Francji Armii Polskiej. Zostaje aresztowany 4 czerwca 1940 roku i osadzony w zamienionej na więzienie Szkole Podstawowej Nr 1 w Skarżysku-Kamiennej. Do dnia śmierci prowadzi zapiski, które ukrył za kaloryferem w swojej celi. Odnalazła je kilka miesięcy później woźna Pani Maria Sołtysik. Odpis znajduje się w zbiorach Muzeum im. Orła Białego. Notatki opisują realia więziennego życia: strach, a jednocześnie  bezsilność młodego człowieka.

Pamiętnik Tadeusz Cichockiego

Zostałem aresztowany 4.VI.1940 pomiędzy godziną 5,00 a 6,00 rano. Zdziwienie moje nie maiło granic, kiedy zobaczyłem dwóch uzbrojonych żołnierzy w moim domu. Podczas ubierania się robiono rewizję. Zabrano mi wszystkie listy. Martwi mnie to bardzo, ponieważ mogą być aresztowani zupełnie niewinnie. Zaprowadzono mnie do Szkoły Powszechnej. Tu zobaczyłem dużo znajomych. Początkowo staliśmy tyłem do ściany, a potem pozwolono nam przynieść wieszaki, na których siedzieliśmy. Po obiedzie poszedłem na przesłuchani. Przesłuchiwał mnie podoficer podobny do Hitlera. Był bardzo miły i przejmy. Przesłuchanie odłożył na dzień następny. W środę rano wezwano mnie z powrotem. Jako oskarżenie zarzucają mi schowanie motocykla mojego, broni i należenie do organizacji. Miał mnie wydać jakiś Fiedorowicz, człowiek, którego wcale nie znam. Co do wojska powiedziałem, że jestem polskim kapr. podchor. W wojnie nie brałem udziału. Rozbrojono mnie pod Wiśniówczykami. Poszedłem do Lwowa i ze Lwowa do domu. Tak jak było.

11.VI. Byłem na przesłuchaniu drugi raz. Dostałem dobrą porcję po siedzeniu i nogach, około 40 i po podpisaniu zeznania puszczono mnie.

13.VI. Wywieziono część do Radomia, między nimi p. Lipińskiego

16.VI. Dziś niedziela, są urodziny Wandzi a ja muszę tu siedzieć w pace. Cały dzień cholerne uczucie nudy. Zobaczymy, co przyniesie nowy tydzień.

17.VI. Jakoś nowy tydzień zaczął się dobrym humorkiem. Wszyscy z celi 25 osób ogoliliśmy się jedną żyletką. Mnie biorą diabli że muszę tu siedzieć, a taka ładna pogoda. Co prawda jestem dziwnie spokojny. Czuję, że mnie nic złego nie spotka.

18.VI. Dziś zaczął się dzień b[ardzo]. smutnie z powodu kapitulacji Francji. Początkowo nie wierzyłem, ale jak Józia mi powiedziała, to po przyjściu do celi rozpłakałem się. Dziś minęło 14 dni. Siedzenie jest straszną męką. Z każdego dnia zdaje się człowiekowi że go wywiozą. Nie wie, jaką karę otrzyma i co go czeka ? Nic mi nie brak z wyjątkiem upragnionej wolności.

19.VI. Spało się dobrze. Od rana do wszystkich serduszek zawitał humor. Po południu był podwieczorek przy mikrofonie. Jeden z kolegów więźniów opowiadał swoje przeżycia. Rajzował po całej Polsce. Humor był pierwsza klasa. Bardzo barwnie opowiadał. Jestem ciekawy, jak się skończy to całe siedzenie, bo obchodzą się z nami bardzo dobrze. Będzie tak, jak Pan Bóg będzie chciał.

20.VI. Dziś od rana humor. Opowiadamy sobie kawały. widziałem Ciocię i Irkę. Wychodzenie do okna przypomina mi pozdrawianie ludu z balkonu przez wielkich ludzi. Po południu przyjechała władza. Panowie życia i śmierci (S. D.) Zrobili spis więźniów i wyjechali. Przypuszczam, że nas wywiozą. Na wszelki wypadek, o ile się nie zobaczymy, życzę Wam Kochani powodzenia w życiu i spełnienia marzeń. Tadeusza proszę o opiekowanie się Wandzią. Całej Rodzinie dziękuję za wszystko.

21.VI. Dziś rozeszła się pogłoska, że w poniedziałek – wtorek rozdzielą nas na winnych i niewinnych. Jedni mają jechać na roboty, drudzy do więzienia, a ostatnia grupa to będzie najszczęśliwsza, która pójdzie do domu. Z całej sprawy to martwię się tylko o ludzi, których adresy władze mają. Dziś widziałem Zosię B. dwa razy. Zazdroszczę jej, że może tak sobie chodzić po wolności. Zosia i Józia podbiły serca wartowników.

22.VI. Dzisiejszy dzień minął szczęśliwie. Dziś widziałem Ciocię i Irkę w obiad. Po obiedzie przywieźli jednego więźnia z Sandomierza. Opowiadał, że tam rozstrzelali 116 osób (czuję, że to lipa). Czuję, że coś nastąpi w najbliższych dniach.

23.VI. Dziś została nasza paczka jakoś podenerwowana. Przed śniadaniem zauważyłem Wandzię. Ucieszyłem się i zarazem zmartwiłem. Ucieszyłem się tym, bo ją zobaczyłem. A zmartwiłem się dlatego, że wiedziałem, że będzie płakała i martwiła się. A po co, stanie się tak, jak Bóg będzie chciał. Podczas widzenia chciałem się rozpłakać. Martwi mnie to, że Wandzia źle wygląda i że Tadeusz nie wrócił. W obiad widziałem Wandzię. Po obiedzie była Madam Maniuta. Po trzech tygodniach zdobyła się na przyjście tutaj. Nawet podeszła do wartownika. Teraz siedzimy razem i gadamy. Siedzenie w więzieniu, tak bez ruchu jest straszne. Męczy to człowieka. Już siedzieć i leżeć nie chce się człowiekowi. No, zobaczymy, co nam przyniesie jutrzejszy dzień.

24.VI. Dziś dzień jakoś mija smętnie. Wszyscy mają złe humory i każdy mówi, że chyba pójdziemy do piachu. Mnie bierze cholera, bo nie można przecież myśleć tak źle. Co prawda może tu spotkać człowieka wszystko. Jestem ciekawy, co z Wandzią, bo jakoś dziś jej nie widziałem wcale. Była, a raczej przechodziła Mania z Zosią. Widziałem także dwóch panów – Babusa i Lakiego. Czuję, że coś nastąpi w tym tygodniu. Jestem dziwnie spokojny i najgorszej kary w postaci śmierci wcale się nie boję. Zobaczymy, co przyniesie jutro.

25.VI. Rano widziałem Wandzię i Ciocię. Po śniadaniu czas jak zwykle minął na drzemce po śniadaniowej. Przy wydawaniu obiadu widziałem Irkę. Człowieka szlag trafi a z powodu tego siedzenia w pace. Wszyscy ludzie chodzą sobie po wolności, a tu człowiek siedzi. Cały czas siedzi się i śpi, przez co żołądek funkcjonuje źle – brak ruchu. Po obiedzie grałem w karty. Jest tu kilku panów razem ze mną, którzy gadają wciąż o śmierci. Człowieka może szlag trafi ć z tego powodu. Co prawda, wcale jej się nie boję. cały czas gadają, pojedziemy na Bór i nic więcej. Jednego to chciałem przywalić w czerep, tak żeby się rozleciał na dwie równe części. Tacy panowie psują człowiekowi tylko humor. Małżonka Zdzisia przysłała dziś naszemu wodzowi szachy. Będzie w co „szpilać”. Zobaczymy, co przyniesie jutrzejszy dzień.

26.VI. Dziś rano przy wydawaniu śniadania widziałem Ciocię, a na obiad Wandzię. Cały dzień zszedł możliwie. Grało się w szachy i warcaby. Minęło już trzy tygodnie, jak siedzę w pace. Jestem ciekawy, jak to długo jeszcze będzie. Dziś otrzymaliśmy słomę. Najwięcej odczuwam brak papierosa. Dziś podaliśmy projekt podziękowania Paniom B. i Pani K. za wszystko, co otrzymaliśmy od Nich (w razie wyjścia na wolność). Jurek ofiarował się nosić wodę cały czas, ponieważ blisko mieszka. Jeden z kolegów powiedział, że Panie więcej zrobiły przez te trzy tygodnie niż Marszałek Śmigły Rydz. po obiedzie była Wandzia. Przykro mi było, że biedaczka tak długo czekała pod tym płotem. Jestem dziś w lepszym humorze, bo jak widziałem Wandzię w obiad to lepiej już wyglądała i nie płakała wcale. No, trzeba iść pospać na tej nowej słomie i przed zaśnięciem pomyśleć o najbliższych i o tym, co nam przyniesie nowy dzień.

27.VI. Dziś Tatusia imieniny, a ja siedzę w pace. Cały dzień przeszedł spokojnie. Po południu przyszła żona Zdzisia. Padał deszcz, a ona przyszła i przyniosła mu czekoladę i karty. Muszą się bardzo kochać. Zdzisiu prawie że się popłakał.

28.VI. Od rana uczy nas Zdzisiek brydża. Rano i w południe widziałem Wandzię. Po obiedzie graliśmy w brydża. O godzinie 20 przyjechało S. D. i zrobili jakiś nadzwyczajny podział. Po czym wróciliśmy do naszej celi. Co to wszystko znaczy, przyszłość pokaże.

Do jutra.

Wywieźli nas, gdzie, nie wiem Radom – albo Kielce starajcie się o uwolnienie.

 

Artykuł sponsorowany. Z cyklu: „95 lat Skarżyska-Kamiennej”.

The following two tabs change content below.
Tadeusz Sikora

Tadeusz Sikora

Tadeusz Sikora
Tadeusz Sikora

Ostatnie wpisy Tadeusz Sikora (zobacz wszystkie)