Czy zwierzęta potrafią leczyć ?

 

Magia czy prawda

W czasach nam współczesnych, coraz częściej stosuje się tak zwaną animaterapię, czyli uzdrawianie człowieka za pomocą zwierząt. Jednak podkreślić należy, że już w wiekach ubiegłych była ona stosowana na szeroką skalę. Na podobny temat, nasza redakcja miała okazję posłuchać prelekcji naukowej zorganizowanej w Stawie Kunowskim.

Zdaniem pięknej Kleopatry

Jak podają nam stare źródła historyczne, królowa Egiptu piękna Kleopatra, gdy straciła swą miłość, jaką był Juliusz Cezar, zapadła na pewien rodzaj stresu, który zapewne współcześni psycholodzy nazwaliby głęboką depresją. W starożytnym Egipcie, magowie nie tylko pełnili rolę pośredników między osobami żywymi, a istotami zza światów. Widząc zatem stan psychiczny, w jakim znajdowała się Kleopatra, poprosili wszechpotężną boginię Izydę, aby ta podczas specjalnie dla niej odprawionego rytuału, powiedziała w jaki sposób, można przyjść z pomocą ukochanej przez Egipcjan królowej. Rytuały na cześć wspomnianej bogini, trwały ponad sześć godzin, a z chwilą dogasania ostatniej woskowej świecy, Izyda przemówiła do magów, wypowiadając do nich tylko jedno słowo kot. Zrozumieli oni wówczas, że właśnie tylko to zwierzę potrafi wydostać ich panią, z dziwnego stanu, na jaki zapadła. Aby zatem terapia przebiegała szybciej, do komnaty Kleopatry wpuszczono aż dziewięć kotów, oczywiście różnej maści. Koty te, zaczęły przytulać się do Kleopatry, przymilać się do niej jak również, ciepłym i cichym pomrukiwaniem, rozgoniły jej ciemne myśli i nostalgiczne stany ducha. Po niedługim czasie, królowa Egiptu doszła do takiego stanu psychicznego, który zadawalał nie tylko ją, ale i wszystkich jej poddanych.

Pasjans przed terapią

Specjalistką od współczesnej animatoterapii, jest pani Halina Różańska z Piaseczna. – Widząc szerzące się kłopoty zdrowotne u wielu ludzi, którym medycyna konwencjonalna nie wiele może poradzić, pomagam im stosując tak zwaną dogoterapię, lub hipnoterapię, która jest pewnego rodzaju magią zaczerpniętą z natury – mówi Halina Różańska. Zanim podejmę decyzję, jaką terapię mam zastosować u pacjenta, stawiam mu najpierw pasjansa z kart klasycznych, które w sposób bardzo dokładny podpowiadają mi w kwestii jej dobrania. I tak dla przykładu, gdy mój pacjent uskarża się na choroby związane z sercem lub krążeniem, a cztery asy ustawią mi się po brzegach rozłożonego pasjansa, daje mi to do zrozumienia, że muszę go skierować na zajęcia z hipoterapii. Gdy zaś, porady szuka u mnie pacjent z dolegliwościami ze strony układu ruchu, stawiany pasjans zwykle mówi mi, że najlepszą formą leczenia tych przypadłości, jest dogoterapia. Podczas rozkładanego pasjansa, cztery walety, lub cztery króle układają się w jednym rzędzie, co stanowi dla mnie jednoznaczną interpretację – relacjonuje pani Halina. Pacjenci pani Różańskiej, kierowani na zajęcia z tak zwanej hipoterapii, nie tyle uczą się jazdy konnej, ale przede wszystkim obycia z tym zwierzęciem. Muszą go oni sami przygotować do jazdy, założyć mu całe ogłowie i siodło oraz poklepać po karku, by ich lepiej poznał. Po skończonej jeździe, pacjenci są zobowiązani, do oczyszczenia konia i nakarmienia go. – Taki kontakt ze zwierzęciem, wyzwala w chorym człowieku pewnego rodzaju opiekuńczość wobec konia, a co za tym idzie, tworzy on niewidzialną nić wzajemnego zaufania między jeźdźcem a koniem – śmieje się pani Halina. Ludzie ci, mimo że uczęszczają na zajęcia z hipoterapii, poddani są tradycyjnym metodom leczenia. I jak zauważyli i pacjenci i ich lekarze, jest u nich szybsza i lepsza reakcja na leki, po terapii wspomagającej zaaplikowanej im przeze mnie.

Pies leczy artretyzm

Osoby z artretyzmem, reumatyzmem, a także z wszelkiego rodzaju uszkodzeniami kręgosłupa, poddawani są tak zwanej dogoterapii, czyli inaczej mówiąc pieszczotom psa. Zajęcia takie, można przeprowadzić w moim gabinecie, ale jak kto woli można też i u pacjenta w domu – dodaje pani Różańska. Polegają one na głaskaniu i przytulaniu do siebie jednego lub dwa psy, dbaniu o ich codzienną strawę, świeżą wodę, jak również pamiętanie o ich potrzebach fizjologicznych. Pacjenci niejednokrotnie zakochują się w takich pupilkach i z czasem nie mogą bez nich żyć. Miłość człowieka do zwierzęcia bywa zawsze odwzajemniona, a co za tym idzie, podobnie jak w hipoterapi, zauważa się i u tego rodzaju pacjentów, szybszą i lepszą reakcję na środki farmakologiczne. Po kilku lub kilkunastu miesiącach stosowania u pacjentów wspomnianych terapii, znów stawiam im pasjansa z kart klasycznych. Wówczas widzę jak na dłoni, że z ich życia prawie całkowicie znika problem choroby – kończy pani Halina. – Od kilkunastu lat jestem chora na gościec postępujący dłoni, a także na chorobę niedokrwienną serca – informuje pani Ewa z Warszawy. Stosuję sukcesywnie od lat hipoterapię, nie tylko w ośrodku pani Różańskiej. Wykupuję sobie raz lub dwa razy w miesiącu jazdę konną w różnych gospodarstwach agroturystycznych województwa mazowieckiego i tam dbam o powierzone mi zwierzę, a także delektuję się jazdą konną. Zarówno ja, jak też i mój lekarz reumatolog, zauważyliśmy niebagatelną poprawę mojego stanu zdrowia – podkreśla pani Ewa. Jak zatem widzimy, współcześnie stosowane terapie, które znane już były w starożytności i dzisiejszym pacjentom przynoszą ulgę w cierpieniu i ogromną przyjemność.

Ewa Michałowska – Walkiewicz

 

 

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial