Dzieje skarżyskiej karabinówki

Kiedy po 123 latach niewoli narodowej, rozpoczętej w 1795 roku, w dniu 11 listopada Rada Regencyjna, przekazała władzę Józefowi Piłsudskiemu, rodził się wówczas zalążek nowego państwa polskiego, silnego gospodarczo i militarnie. Służyć miała temu, budowa w widłach Wisły, Sanu i Pilicy, Centralnego Okręgu Przemysłowego, będącego zapleczem gospodarczym dla wyczerpanego trudami zaborów i pierwszej wojny kraju. Te postanowienia, zrodziły koncepcję zaprojektowania w Biurze Projektów Centralnego Zarządu Wytwórni Wojskowych, nowoczesnej jak na owe czasy fabryki pracującej dla obronności naszego państwa. Mottem przewodnim do realizacji jej budowy, były słowa marszałka Piłsudskiego, mówiącego że … „Tylko silna armia, gwarantuje niepodległy byt państwowy Polski. A taką armię, można tworzyć, jedynie w oparciu o nowoczesny przemysł zbrojeniowy”…W dniu 15 października 1923 roku, Centralny Zarząd Wytwórni Wojskowych w Warszawie delegował inżyniera Leonarda Łabucia (pierwszego dyrektora PFA) i inżyniera Franciszka Kuropatwińskiego celem przejęcia od Nadleśnictwa Skarżysko terenów pod budowę, dokładnie zaplanowanej fabryki amunicji, potocznie zwanej karabinówką.

Pierwsze budynki

Zatem, już dnia 25 sierpnia 1924 roku, na placu budowy w Skarżysku- Kamiennej, powstały dwa pierwsze budynki wspomnianej Fabryki Amunicji. Pierwszy z nich należał do wydziału Elaboracji, w którym rozpoczęto produkcję napełniania materiałami detonującymi pocisków artyleryjskich, bomb lotniczych i zapalników. Drugi zaś budynek fabryczny, przeznaczono na Wytwórnię Węgla Aktywnego, z którego zbytu upatrywano znacznych zysków. Jak czytamy w Encyklopedii Ziemi Kieleckiej, wydanej przez Komitet Odbudowy Stolicy w 1950 roku, dzielnica Skarżyska, w której produkowany był aktywny węgiel, nazwana została WWA, która to nazwa zachowała się do dziś. Substancja ta, znalazła swoje zastosowanie w medycynie, jako środek odtruwający organizm po zatruciu pokarmowym. W przemyśle chemicznym, miał mieć on zastosowanie jako stały nośnik katalizatorów, a także jako składnik pochłaniający gazy spalinowe. W tym samym roku, przy do dziś istniejącej ulicy Leopolda Staffa, pobudowano barak drewniany, w którym urzędował pierwszy dyrektor skarżyskiej karabinówki, inżynier Leonard Łabuć. Jeszcze tego samego roku, powstało kilka budynków w stanie surowym, które znalazły swoje przeznaczenie jako magazyny, narzędziownia i elektrownia.

Nowe osiedla w mieście

Wraz z rozwijającą się Fabryką Amunicji, rozpoczęta została budowa pierwszego osiedla dla wyższych urzędników, z nowoczesnymi jak na tamte czasy mieszkaniami, o wyskokiem standardzie sanitarnym. Równocześnie, powstała też wokół skarżyskiej fabryki sieć dróg dojazdowych, z rozwijającymi się tam osiedlami dla robotników, które posiadały nieco niższy standard wyposażenia. – Pamiętam, jak w latach dwudziestych wylane zostały pierwsze fundamenty pod budowę przy ulicy Staffa, bloków mieszkalnych z kamienia ciosanego, przeznaczonych dla robotników naszej fabryki –dodaje Stefan Jarosz emerytowany pracownik skarżyskiej fabryki obecnie zamieszkały w Kielcach. Rok 1924, współczesnym mieszkańcom miasta, kojarzy się także z chwilą powołania do życia, jednostki straży pożarnej, której remiza została pobudowana tuż przy pierwszym budynku wspomnianej fabryki. Pierwszym kierowcą bojowego wozu strażackiego Bystry, był niejaki Stanisław Feliszek, który w nagrodę za wzorową służbę otrzymał mieszkanie w nowopowstającym osiedlu dla robotników, przy ulicy Staffa pod numerem 33. Rok 1925, zapisał się złotymi czcionkami w historii rozwoju fabryki. Z okolicznych wsi i niewielkich miasteczek, najmowali się chętni do pracy w nowo pobudowanej fabryce, których w tamtym czasie przyjmowano bez najmniejszych ograniczeń. Ale dodać też należy, że pierwszymi robotnikami przyjętymi do pracy w charakterze osób przyuczających osoby niewykwalifikowane, byli pracownicy warszawskiej fabryki amunicji Pocisk, która była w fazie likwidacji. We wspomnianym roku, przyjętych do pracy było już około dwa tysiące osób. Dzięki takiemu naborowi pracowniczej kadry, wyprodukowano znaczące partie kapiszonów, a także zapalników artyleryjskich. Jak czytamy w książce Jerzego Nowaka, „ Moje miasto Skarżysko”, fabryka ta, była jeszcze słabo rozreklamowana w kraju, aby miała ona wiele zamówień, na produkowany w niej towar.

Pomoc z Francji

Dyrekcja jej, zmuszona była szukać ratunku finansowego w inny sposób, na przykład poprzez zaciągnięcie pożyczki. Po miesiącach rozlicznych pertraktacji, borykająca się z kłopotami finansowymi fabryka w Skarżysku, otrzymała na dalszy rozwój znaczący zastrzyk finansowy z Francji, która w ramach pożyczki rządowej, wspomogła ją finansowo i rzeczowo, poprzez przekazanie jej odpowiednich maszyn produkcyjnych. – Zatem do Paryża celem przywiezienia stosownych maszyn, pojechali skarżyscy inżynierowie Stefan Dąbrowski i Jan Pogonowski – czytamy w zapiskach archiwalnych Juliana Kosiłby, byłego pracownika umysłowego fabryki w Skarżysku. Od tego momentu, produkcja w skarżyskiej karabinówce, ruszyła pełną parą. Już dwa lata później, po niespodziewanej śmierci Leonarda Łabucia, kiedy to na stanowisko dyrektora został powołany inżynier Tadeusz Kolasinski, rozpoczęto produkcję kapiszonów i ciężkich zapalników do rakiet na szeroką skalę. Na wydziale Elaboracji natomiast, zajęto się masową produkcją granatów ręcznych kaliber 75 mm, głowic i wkrętów do zapalników RYG oraz zapłonów, do łusek artyleryjskich. Na uwagę zasługuje fakt, że miesięcznie skarżyska karabinówka była w stanie wyprodukować, ponad milion sztuk amunicji karabinowej typu Mauser i czterdzieści tysięcy sztuk zapalników do pocisków działowych wzór 97. W roku 1928, zaczęto produkowanie łusek armatnich kaliber 75, a także narzędzi i przyrządów naprawczych, do maszyn produkujących amunicję. W rok później z Francji, w ramach zakupów z funduszu Skarbu Państwa, przyjechały nowoczesne maszyny produkcyjne marki Cuttat, tokarki uniwersalne oraz rewolwerówki Tenevie, frezarki marki Hurra, ciężkie obrabiarki Caseneuve i prasy hydrauliczne Morane Jeuen, stanowiąc nowoczesny park maszynowy skarżyskiej fabryki. Ten zakup, pozwolił na nowocześniejsze i lepsze wykonywanie wyrobów zbrojeniowych. Dzięki temu, pojawiła się amunicja karabinowa różnego kalibru, a były to pociski lotnicze, pistoletowe, artyleryjskie kalibru 20 mm, przeciwpancerne kalibru 37 mm, 100 mm i 155 mm, a także wzmożono produkcję stalowych skorup do granatów, wzór 22/44.

Cud gospodarczy w Skarżysku

Sprowadzenie nowoczesnych maszyn z Francji, umożliwiło produkowanie amunicji smugowej, zapalającej, saperskiej, przeciwpancernej, morskiej i lotniczej, której produkcji nie podjęły żadne inne fabryki zbrojeniowe rozsiane na terenie kraju. – Analizy porównawcze skarżyskiej amunicji z amunicją światową, stawiały ją na bardzo wysokim miejscu w rankingu europejskich produkcji- dodaje Jan Walowicz były robotnik wydziału Elaboracji. Dzięki takiej produkcji, zwiększyło się także zatrudnienie w skarżyskiej fabryce, które już wtedy wynosiło 4612 robotników. Do roku 1939, w Państwowej Fabryce Amunicji w Sakrżysku rozwijała się też równoczesna produkcja, maszyn, narzędzi, a także przyrządów pomiarowych i innych artykułów rynkowych, z których sprzedaży łączny dochód wynosił ponad dziesięć milionów złotych. Jako ciekawostkę, należy w tym miejscu dodać, że właśnie w skarżyskiej fabryce, wykonywano kompletne oprzyrządowanie do Polskiego Fiata, produkowanego w Warszawie w Państwowych Zakładach Inżynieryjnych. Fakt ten, stawiał fabrykę w gronie najlepszych zakładów metalowych w Polsce, a przez producentów zagranicznych skarżyska karabinówka nazywana była polskim cudem gospodarczym. Szczególny rozwój przemysłowo – gospodarczy fabryki, nastąpił po wizytach w niej Ministra Spraw Wojskowych generała Sławoja Składkowskiego i ówczesnego Prezydenta RP profesora Ignacego Mościckiego. Profesor Mościcki, był wybitnym chemikiem i dość częstym gościem w Skarżysku. – Na placu Wytwórni Węgla Aktywnego, znajdowało się jego laboratorium chemiczne, a było ono najlepiej wyposażone pośród szeregu tego typu placówek na świecie – relacjonuje Tomasz Świerczyński, pracownik i dokumentalista dziejów skarżyskiej fabryki.

Tajemnica karabinówki

Z miejscem tym związana jest pewna tajemnica, polegająca na tym, iż profesor Mościki, we wspomnianym laboratorium zajmował się tajną produkcją gazów bojowych. Podobno zapiski prac i wszelkich eksperymentów z tym związanych, ukryto pod wałami kolejowymi, gdy przeczuwano zbliżającą się wojnę. Wizyty tych dwóch znakomitości z areny politycznej ówczesnej RP, spowodowały pierwsze sukcesy eksportowe fabryki. Na międzynarodowym konkursie sprzętu zbrojeniowego, eksponowane były 12 kilogramowe, bomby lotnicze, które natychmiast znalazły zbyt w Jugosławii. Z czasem nastąpił też wzrost eksportu skarżyskich wyrobów do USA, Anglii, Bułgarii, Meksyku, Chin, Estonii i Grecji. A co najważniejsze, fabryka ta była jedynym dostawcą amunicji, dla ówczesnego polskiego wojska. Gdy na arenie międzynarodowej, do głosu doszły niemieckie siły nazistowskie zmierzające do globalnego konfliktu militarnego, w skarżyskiej fabryce produkcja amunicji szła pełną parą. Wszystko układało się idealnie jeśli chodzi o rozwój fabryki, ale wszędzie krążyły mniej lub bardziej sprawdzone wieści, o nadciągającej wojnie. Już w połowie 1939 roku, rozpoczęły się gorączkowe przygotowania do zbliżającej się ogromnymi krokami inwazji niemieckiej. W połowie sierpnia, powołano inżyniera Łazowskiego na zastępcę dyrektora do spraw Obrony Cywilnej, a z rezerwistów szybko też utworzono zorganizowaną kompanię obrony czynnej fabryki i miasta. Doktor Władysław Lewandowski, mieszkający opodal Fabryki Amunicji, organizował w trybie przyśpieszonym szkolenie z zajęć obrony przeciwlotniczej dla członków PCK, zaś istniejący przy fabryce niewielki szpital, szybko przekształcono w punkt operacyjny z istniejącymi tam 36 łóżkami. Z poszczególnych pracowników ówczesnej karabinówki, utworzono sprawnie działające plutony obrony biernej, a w ich składzie powołano pluton medyczny, łączności, obserwacji, służby porządkowej i remontowej. W tym samym czasie, na wszystkich wydziałach zorganizowano punkty przeciwpożarowe, ze sprzętem ratowniczym i gaśniczym. Na funkcję dowódcy obrony przeciwlotniczej, powołano podporucznika Juliana Kamińskiego, dotychczasowego komendanta Związku Strzeleckiego. Jego sztab, został usytuowany w do dziś istniejącym hotelu Promień. W dniu 25 sierpnia 1939 roku, w godzinach rannych nadszedł z Warszawy telefon, w którym został zawarty nakaz kopania schronów. Pracownicy skarżyskiej fabryki, chętnie je wykonywali po godzinach pracy, ponieważ dla nich obrona ojczyzny była czymś o wiele ważniejszym niż odpoczynek. Już następnego dnia zaniechano sygnału fabrycznego, tak zwanego buczka, który sygnalizował w dokładny sposób, gdzie znajduje się fabryka. W ciągu trzech kolejnych dni, powołano do czynnej służby wojskowej, ponad tysiąc pracowników fabryki, którzy zostali włączeni do wojsk frontowych.

Czasy okupacji i terroru

Tak więc, nadszedł dzień 1 września 1939 roku, kiedy to niemiecka wojna britzkrig, zapoczątkowana dwadzieścia lat temu przez niemieckiego generała Szliffena, odcisnęła się na każdym Polaku, również na tym, który pracował w skarżyskiej karabinówce. Tego samego dnia, wszystkie służby obrony cywilnej, stawiły się na wyznaczonych stanowiskach. W pierwszych dniach wojny, obyło się bez ataków lotniczych nad fabryką, gdyż pojedyncze samoloty, które nad nią przelatywały, nieświadomie omijały gniazda polskiej obrony przeciwlotniczej. Dopiero w następnym tygodniu wojny, niemieckie lotnictwo spuściło kilka dwustukilogramowych bomb, które uszkodziły jedynie budynki biura głównego, a także dachy hal produkcyjnych. Do dnia 5 września, nieustannie trwała wojskowa produkcja, przekazywana dla polskich oddziałów zbrojnych. – Jednakże już następnego dnia, ostatni przedwojenny dyrektor fabryki Mieczysław Olszański, nakazał ewakuację fabryki, ratując tym samym wyposażenie maszynowe – opowiada Tomasz Świerczyński. Maszyny i wszelkie urządzenia produkcyjne, załadowano na wagony kolejowe, które z racji wojny, miały nieskoordynowane odjazdy. Załoga fabryki, potrzebna do rozładunku maszyn wyjeżdżała na rowerach, by na czas dojechać pod wskazany adres, gdzie miano przechowywać tak cenny sprzęt fabryczny. Miastem, w którym ukryto maszyny ze Skarżyska, był Włodzimierz Wołyński i różne mniejsze miasta Kotliny Kłodzkiej. W opuszczonej fabryce, pozostawiono jedynie służby wartownicze oraz punkty obserwacji przeciwlotniczej. W dniu 8 września 1939 roku, do miasta Skarżysko- Kamienna, a tym samym i do fabryki, wkroczyły zmechanizowane i doskonale uzbrojone wojska niemieckie. Tym sposobem, Państwowa Fabryka Amunicji w Skarżysku Kamiennej, stała się częścią ogromnej machiny, zajmującej się produkcją wojskową, dla militarnych potrzeb Rzeszy Niemieckiej. Jednak polska siła robocza, nie była skora do pomocy okupantowi, polegającej na kontynuowaniu pracy w fabryce.

Firma Hasag

Masowe prześladowania rodzin byłych robotników fabryki, głód i wszelki niedostatek spowodowały, że spora część Polaków, zaczęła pracować ze łzami w oczach na rzecz tych, którzy po raz kolejny sięgnęli po ich ukochany kraj. Od tego momentu, skarżyska fabryka nosiła miano Firmy Hasag Werke. Pod koniec września 1939 roku, koncern Hasag ( Hugo Schnaider AG), z siedzibą w Lipsku zgodnie z dyrektywą gospodarczą Rzeszy, wystosował do mieszkańców miasta nakaz powrotu do pracy, by jako naród podbity Polacy pracowali na rzecz Niemiec. Dyrektor działu kontroli Hugon Dalski i inżynier produkcji Julian Drążkiewicz, od razu odmówili współpracy z okupantem. W kilka miesięcy później odnotowano tajemniczą śmierć inżyniera Drążkiewicza, o którym nasi okupanci śmiało wypowiadali się jako o wrogu narodu niemieckiego. Jesienią 1939 roku, część wojskowej produkcji ruszyła we wspomnianej firmie Hasag, ale gorący patriotyzm pracujących tam robotników, nakazał im podjęcie wielu akcji sabotażowych, by amunicja przez nich wykonywana nie była należytej jakości. Oczywiście, nie zawsze się tak udawało. Część dobrych partii produkowanych pocisków, trafiała w konspiracyjny sposób, do polskich oddziałów partyzanckich. – Jak czytamy w książce Zbigniewa Kotarby, dotyczącej historii skarżyskiej fabryki, wynosiły je najczęściej kobiety w torebkach o podwójnym dnie, lub w obcasacah od bucików, czy też w wysoko upiętych kokach. Widząc sukcesywny rozwój niemieckiej okupacji w Skarżysku, jego mieszkańcy dostrzegli potrzebę powołania do życia zbrojnej organizacji bojowej. – Jak czytamy w zapiskach historycznych Tomasza Świerczyńskiego, w skarżyskim mieszkaniu na ulicy Kościuszki, należącym do dentystki pani Gąsiewiczowej, zbierali się emisariusze z krakowskich oddziałów sabotażowo – konspiracyjnych Organizacji Orła Białego. W ten sposób, powstała skarżyska filia tego ugrupowania, która podejmowała śmiałe działania zbrojne, kierowane przeciwko okupantowi. Niestety już w pierwszych dniach lutego 1940 roku, radomski oddział Gestapo dokonał pierwszych aresztowań członków wspomnianej organizacji, która od tego czasu, swoje ruchy konspiracyjne, skonsolidowała ze skarżyskim harcerstwem – dodaje Tadeusz Kornecki, harcmistrz ze Skarżyska.

Konspiracja, śmierć i nadzieja

W ciągu kilku dni, w skarżyskiej dzielnicy Bór rozstrzelano ich około 360 członków. Aby z tym faktem, nie umarł duch narodu polskiego, w Skarżysku powołano inne współdziałające ze sobą organizacje konspiracyjne. Do takich grup konspiracyjno – dywersyjnych należała też, grupa Muszkieterzy, Komenda Obrońców Polski, Narodowa Organizacja Wojskowa i Polska Niepodległa. W szeregach tych organizacji, skupieni byli robotnicy skarżyskiej karabinówki, którzy w żaden sposób, nie chcieli pracować dla firmy Hasag. Pod koniec października 1940 roku, wszystkie te organizacje zostały zdemaskowane przez nazistów, a ich członkowie zostali rozstrzelani w skarżyskiej dzielnicy Bzin. Strach, głód i wszechpotężna determinacja, spowodowały, że już w grudniu 1940 roku, wielu pracowników karabinówki, zgłosiło akces pracy w firmie pod niemieckimi auspicjami. Widząc rozmaite ruchy konspiracyjne ze strony Polaków pracujących w firmie, jej dyrektywa zaczęła stosować wobec nich przeróżne formy represji. Jedną z nich była wywózka ponad tysiąca osób, do analogicznej firmy Hasag, mieszczącej się na terenie Rzeszy, w miastach Lipsk i Altenburg. W miastach tych, Polacy przywiezieni tam ze Skarżyska, zajmowali się produkowaniem lekkiej amunicji dla lotnictwa i piechoty. W skarżyskiej firmie Hasag, Polacy prowadzili dalej działalność konspiracyjną. Odbywało się z to z różnym skutkiem, ale w ich sercach kwitła nieodparta chęć ratowania zbolałej ojczyzny, w każdy możliwy sposób. Mówiąc w tym miejscu o konspiracji, nie sposób pominąć Samodzielnej Grupy Przemysłowej, którą stanowili inżynierowie Paweł Mamica, Stefan Frąckowiak, Michał Bielski, Paweł Staniek i Piotr Piotrkowski. Głównym zadaniem tej grupy, było organizowanie wywiadu przemysłowego i organizowanie małego sabotażu. W roku 1942, doszło nawet do kilkudziesięciu prób wyniesienia amunicji dla oddziałów partyzanckich, które nigdy nie zostały wykryte. Oczywiście, nigdy nie dokonywano tego, gdy amunicja ta była w pełni zespolona. Wynoszono ją w częściach, które następnie łączono w iście chałupniczych warunkach, ale z pozytywnym tego skutkiem. W podobny sposób wynoszono proch strzelniczy, który był transportowany do firmy w beczkach, a jego spora część osadzała się zawsze na ich dnie, lub na ściankach. Robotnicy nigdy jego nie zeskrobywali do końca, takie beczki, przechowywano w magazynach, w których inni robotnicy, pod płaszczykiem pełnej konspiracji opróżniali ten pozostawiony i jakże cenny materiał. Wynoszono go następnie w paltach, w chusteczkach do nosa, w kołnierzu marynarki, czy też w mankietach od rękawów. Proch i poszczególne części amunicji scalano w pobliskim tartaku, mieszczącym się przy ulicy Cmentarnej, w którym pracowała duża część byłych robotników karabinówki.

A śmierć zaglądała im w oczy….

DCF 1.0

W 1942 roku, sabotaż przyjął już takie rozmiary, że nawet nadzór niemiecki starał się ukryć braki, klasyfikując je jako złą produkcję maszynową. W okresie od 1942 roku, sabotaż uprawiano nie tylko jako niedokładność pracy maszyn, ale dawał się on też zauważyć podczas pracy ręcznej. Na Elaboracji, zatrudniane były wraz z Polkami, także i Żydówki z pobliskiego przyfabrycznego obozu pracy. One to, specjalnie nie dokręcały zapalników do pocisków rakietowych, lub nie dodawały odpowiedniej ilości prochu do granatów, które tym sposobem stawały się bezużyteczne. Oprócz różnych przejawów konspiracji i sabotażu, organizowano także pomoc dla Żydów, przetrzymywanych w obozie przyzakładowym. Brak należytego wyżywienia, wyczerpująca praca, fatalne warunki higieniczne, powodowały liczne zgony więźniów. Przez ten skarżyski obóz pracy, przeszło około 15 tysięcy ludności cywilnej, dla której niejednokrotnie papierowe worki musiały wystarczyć za należyte ubranie. Skarżyska fabryka, niejednokrotnie była świadkiem potwornych zbrodni, których dokonywali okupanci na jej robotnikach. – W roku 1943, z więzienia, które było utworzone w budynku szkoły powszechnej na Bzinie, do lasku przyfabrycznego przy wspomnianej już Elaboracji, przewożono więźniów, których już podczas transportu podtruwano gazami spalinowymi. Samochody wiozące tych ludzi, potocznie nazwane były trumnami, a konający w nich ludzie, resztką tlącego się w nich życia, świadczyli światu o swoim istnieniu – dodaje Tomasz Świerczyński. Podczas transportu tupali oni w podłogę samochodu, albo też poprzez niewielkie szczeliny w drzwiach, wysuwali swoje chude ręce i tym niemym gestem żegnali się odchodząc do świata, który nie zna wojny. W lesie należącym do fabryki, na polanie zwanej patelnią, półprzytomnych ludzi, palono na specjalnie do tego naszykowanych, drewnianych stosach. Przypuszczalnie ustalono, że w tak bestialski sposób życie straciło około 25 tysięcy ludzi.

Nadchodziło wyzwolenie

W roku 1944, nastąpiły znaczne zmiany na frontach trwającej II wojny światowej. Niemiecki okupant, rozpoczął zatem szybką ewakuację fabryki. Polscy pracownicy zatrudniani byli teraz, przy demontażu maszyn i wszelkich innych urządzeń produkcyjnych. Ale nie wszystko zostało zabrane do Rzeszy. Polscy konspiratorzy, co ważniejsze urządzenia i droższe maszyny, przechowali w specjalnych skrytkach pdłogowych, lub pod ziemią na wolnej przestrzeni. Jednak, nie cały sprzęt, Polacy uchronili przed niemieckimi grabieżcami. Ewakuacja odbywała się bardzo szybko, ponieważ już w dniu 17 stycznia 1945 roku, do Skarżyska przyszli Czerwonoarmiści z I frontu Ukraińskiego. Oni to zajęli miasto, jak też i teren całej fabryki. W uzgodnieniu z władzami wojskowymi, oni zabezpieczali pozostałe w fabryce maszyny i ocalałe urządzenia. Ale tak czy inaczej, z ich nadejściem, zaświtała nadzieja na odzyskanie wolności, której akurat nasz kraj pragnął najbardziej. Z pierwszym dniem wolności, pojawiła się nadzieja na ponowne uruchomienie tym razem już polskiej produkcji w skarżyskiej fabryce. Właśnie dlatego, wnet rozpoczęły się poszukiwania nad pochowanymi częściami do maszyn, by ponownie rozpoczęły one swoją pracę. Wiele z nich, odnaleziono w Częstochowie, Wołyńsku, a część z nich przywieziono nawet z Lipska. Grupy polskich robotników skarżyskiej fabryki, przejeżdżając setki kilometrów w celu odzyskania ukrytych maszyn, napotykali na swej drodze liczne niebezpieczeństwa i czyhających na nich szabrowników, dla których sprzedaż tych maszyn stanowiła główne źródło dochodu. Polacy doskonale wiedzieli, jakie maszyny mają odzyskać do fabryki, gdyż inżynier Grybowski, tuż przed wybuchem wojny, sporządził tak zwaną księgę inwentarzową, w której znajdował się dokładny spis wszystkich urządzeń fabrycznych, z adnotacjami gdzie zostały one ukryte. Powoli mijał rok 1945, wiele maszyn odszukano i zewidencjonowano. Dzięki sponsorom i oszczędnościom, udało się dokupić nowe, potrzebne maszyny do odradzającej się fabryki.

Fabryka znów pracuje

Pierwszymi towarami wypuszczonymi po wojnie na rynek, były: kalafonia, mydło i pasta do butów. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o produkcji kostek saperskich, potrzebnych do wyrobu trotylu. Warto jest tu dodać, że pod koniec 1945 roku, zysk z produkcji skarżyskiej fabryki wyniósł ponad 3 miliony złotych, co dla powojennego miasta miało znaczenie niebagatelne. Na zlecenie Ministerstwa Przemysłu i Handlu, już w rok po zakończeniu działań wojennych, wyprodukowano 2 tysiące taczek, kilka milionów metalowych okuć do drzwi, skobli, zamków i prostych maszyn rolniczych, na które z miesiąca na miesiąc wzrastało zapotrzebowanie. Należy też podkreślić, że sukcesywnie wzrastało też zatrudnienie ludzi, które już w dwa lata po zakończeniu działań wojennych wynosiło 3000 osób. W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, niewielkie miasteczko Skarżysko stało się jednym wielkim placem budowy, a wszystko działo się dzięki zyskom, jakie przynosiła fabryka. Na mocy ustawy Ministerstwa Przemyslu Ciężkiego, skarżyska fabryka, ponownie otrzymała miano Państwowej Fabryki Amunicji. Mijały lata, a miasto Skarżysko istniało dla zakładów, a zakłady pracowały na rozwój miasta. Kolejne lata, zaznaczyły się poważnym kryzysem zakładu produkcyjnego. W Polsce, zaczęło działać, wiele podobnych fabryk i zakładów przemysłowych. Zatem skończyły się zapotrzebowania na wytwory skarżyska i zamówienia, które napływały do niej zza granicy. Aby zatem ratować to miejsce pracy wielu ludzkich rąk, zwiększono asortyment produkcyjny. Już w roku 1955, zaczęto produkcję kosiarek konnych, a także precyzyjnych tokarek zegarmistrzowskich. W kooperacji z zakładami im. Waltera w Radomiu, uruchomiono produkcję podstaw do maszyn do szycia. W roku 1957, specjalną Uchwałą Rady Robotniczej, na czele nowej dyrekcji stanął inżynier Stanisław Jarzębski, który opracował harmonogram najpilniejszych prac wykonawczo – produkcyjnych. Powołano też Radę Techniczną, z Biurem Doświadczalno – Konstrukcyjnym, które opracowało pięcioletni plan rozwoju fabryki.

Predom – Mesko

Jeszcze tego samego roku, wspomniane biuro opracowało projekt na produkcję rowerów w czterech możliwych rodzajach, zaczęto też produkować frezarki, małe maszyny precyzyjne oraz części do kosiarek konnych, których produkcja osiągnęła w tym czasie swoje apogeum. W latach sześćdzisiątych, skarżyska fabryka, otrzymała nowe logo Zakładów Metalowych Predom Mesko, a dzięki rosnącej jakości i poszerzeniu asortymentu, zakłady te pozyskały sobie wielkie nadzieje na swój rozwój. Organizowano dla załogi nowe kursy specjalistyczne i wprowadzano nowe technologie produkcyjne. W latach siedemdziesiątych, udoskonalono wszelkie produkcje skarżyskiego asortymentu, a co najważniejsze otworzono produkcję maszyn do liczenia typu KR. Znaczący sukces odnotowano także w dziedzinie kooperacji z krajami Europy Zachodniej, na produkcję wieloczynnościowych robotów kuchennych. W tym samym czasie zawarto umowy z Japonią i Francją, na produkowany sprzęt gospodarstwa domowego, a szczególnie na maszynki do mięsa typu Jaga oraz robot wieloczynnościowy typu Bartek. W latach osiemdziesiątych, na zakładach metalowych dał się zaobserwować ruch wynalazczości i racjonalizacji przemysłu, z miesiąca na miesiąc przynoszącego niebagatelny rozwój techniki produkcyjnej. W latach dziewięćdziesiątych, doszło do niebagatelnego zahamowania popytu na produkowane wyroby skarżyskich zakładów. Zatem na początku 1991 roku, podjęto pierwszą próbę redukcji zatrudnienia. Zmniejszyła się zatem produkcja wytwarzanego wcześniej sprzętu, który to przynosił w tym czasie coraz to niższe dochody. W 1994 roku, warszawskie Centrum Kooperacji, opracowało program naprawczy, którego celem było wdrożenie działań restrukturyzacyjnych skarżyskiej firmy. Nastąpiły wówczas przekształcenia własnościowe i tworzenie spółek prywatnych, ograniczenie zatrudnienia, wdrożenie produkcji nowych wyrobów, a przede wszystkim obniżka kosztów ich wytwarzania. Zmiany te, spowodowały opowiedni kierunek uporządkowania struktur produkcyjnych, poprzez zmniejszenie komórek organizacyjnych. W wyniku tych zmian, zmniejszyło się zatrudnienie pracowników skarżyskich zakładów o ponad połowę, w stosunku do lat pięćdzisiesiątych.

Zakłady Metalowe dziś

Wszystkie te działania naprawcze, z czasem były pewnego rodzaju uzdrowieniem dla skarżyskich zakładów, bo już pod koniec lat dziewięćdziesiątych, nastąpił wzrost produkcji specjalnej, zwieńczonej podpisaniem umów bytowych z Peru, Hiszpanią, Belgią, Holandią, Rosją i Indiami. Dzięki zastosowaniu nowoczesnego parku maszynowego, podniosła się jakość produkcji oraz zwiększył się jej asortyment. Z taśm produkcyjnych zaczęła schodzić, amunicja karabinowa, o standardach przewidywanych przez NATO. Pojawiła się, zatem amunicja karabinowa kalibru 38 Special, 357 Magnum i amunicja pistoletowa systemu Makarow i Parabellum. Z uwagi na szerokie zapotrzebowania rynkowe, Zakłady Mesko, rozpoczęły też znaczącą produkcję amunicji do myśliwskiej broni różnego kalibru. W tym okresie zaznaczył się także zbyt zestawów rakietowych i przeciwlotniczych Grom.

Do chwili obecnej asortyment produkcji specjalnej skarżyskich zakładów, jest bardzo szeroki. Nie sposób tu nie wymienić, produkowanych zestawów rakietowych, przeciwpancernych, przeciwlotniczych, pocisków artyleryjskich, zapalników, zapłonników, amunicji średniokalibrowej i spłonek samozapalających. W początkowych latach XXI wieku, zakłady podpisały znaczącą w skutkach umowę z Izraelem, na produkcję przeciwpancernego pocisku kierowanego typu SPIKE. Zakłady te, obowiązuje jeszcze wieloletnia umowa z Ministerstwem Obrony Narodowej, na dostawę wyrobów specjalnych, pozwalających z nadzieją patrzeć na przyszłość skarżyskich zakładów produkcyjnych.

EWA MICHAŁOWSKA – WALKIEWICZ

The following two tabs change content below.