Wakacyjne wędrówki z historią w tle

Często obierając kurs na wakacyjny odpoczynek sugerujemy się atrakcyjnością miejsca. Morze albo góry, dobry hotel w Polsce czy zagraniczny kurort, ciekawa trasa turystyczna, a może spokój i cisza?. Rzadko kiedy na naszej drodze letniego wypoczynku stawiamy spotkania z historią. Historią do niedawna zakłamywaną, wstydliwą, przez wiele lat ukrywaną. Warto jednak czasem dla utrwalenia naszej tożsamości sięgnąć do korzeni, po obcować choć przez kilka dni w klimacie naszych przodków. Nawet jeśli te klimaty są dla nas bolesne i tragiczne w skutkach.

Podobnie jak dla Rosjan Katyń, a dla Ukraińców Wołyń, tak dla Litwinów wyjątkowo ponurą kartą  w historii są “Ponary”. Zanim jednak się tam udamy, odwiedźmy miejsce upamiętniające ofiary Obławy Agustowskiej w Gibach. Wraz z frontem wschodnim i “wyzwoleńczą krasną armią” na tereny Polski weszły jednostki NKWD, które wsparte przez LWP i Urząd Bezpieczeństwa miały za zadanie ostatecznie rozprawić się z organizacjami Polskiego Podziemia w rejonie Suwałk i Augustowa. W Gibach znajduje się symboliczny krzyż upamiętniający 530 osób zaginionych w wyniku tej obławy i straconych. Gdzie nie wiadomo do dziś.

Wracając do “Ponar”. W czasie okupacji hitlerowskiej, litewscy ochotnicy z oddziału specjalnego „Ypatingas Buys” zwanego potocznie „Strzelcami Ponarskimi” — składającego się z kilkuset ludzi dowodzonych przez byłych oficerów i podoficerów armii litewskiej, wymordowali według różnych źródeł około 80 tysięcy Żydów oraz 20 tysięcy Polaków. Egzekucje wykonywano w miejscu, w którym władze sowieckie w 1941 roku rozpoczęły budowę bazy paliwowej dla zaplanowanego w pobliżu lotniska. Do wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, sowieci zdążyli wykopać tam głębokich na 5 metrów w kształcie leja kilkanaście dołów o powierzchni ok. 30 metrów i powierzchni ok. 10 metrów na dnie dołu. Doły obłożono kamieniami i pokryto je blachą, które później stały się litewskimi dołami śmierci.

Zasadnicza grupa Polaków rozstrzelanych w Ponarach była wyselekcjonowana przez litewską policję bezpieczeństwa „Saugumę”, która mając siedzibę w dawnym gmachu sądowym, zajętym wcześniej przez NKWD, badała kartoteki sporządzone przez tę instytucję.  Opierając się na donosach, „Sauguma” sporządzała listy proskrypcyjne, prowadziła wstępne dochodzenia, a po katorżniczych przesłuchaniach przekazywała sprawy niemieckiemu gestapo. „Sauguma” nadużywała niemieckich prerogatyw, kierując swe uderzenie w Polaków niewygodnych z litewskiego punktu widzenia. Zgodnie z zaleceniami komendanta niemieckiej policji bezpieczeństwa i SD „akcja oczyszczania” Wilna miała się „przede wszystkim rozciągać na bolszewików i Żydów”. Litewscy nacjonaliści jednak w Polakach upatrywali największego wroga i jak opisuje w swym dzienniku Kazimierz Sakowicz, chwalili się, że w czasach bolszewickich zniszczyli 50 proc. Polaków, a za Niemców zakładali zniszczyć drugie 50 proc.

O tym, co działo się w “ponarskiej kaźni”, najwięcej przekazują opisy i zeznania naocznych świadków min. wileńskiego dziennikarza, żołnierza Armii Krajowej Kazimierza Sakowicza. Sakowicz mieszkając niedaleko tych miejsc, prowadził obserwację z poddasza własnego domu i sporządzał notatki, które w butelkach zakopywał w przydomowym ogródku. Sami oprawcy skrzętnie i starannie zatarli wszelkie ślady swojej zbrodni. Poczynając od zniszczenia wszelkich oficjalnych dokumentów, a na dokładnym spaleniu wszystkich ofiar kończąc. Kości ofiar, które nie udało się spalić, zostały zmielone na mączkę i rozsypane w przydrożnych rowach. Dlatego dokładne zbadanie i ustalenie listy tam pomordowanych, jest na dzień dzisiejszy niemożliwe. Wiemy na pewno, że wśród Polaków zamordowanych w Ponarach byli też: prof. Kazimierz Pelczar, prof. Mieczysław Gutkowski, mecenas Stanisław Węsławski, adwokat Mieczysław Engiel, geograf Wanda Rewińska, aktor Karol Wyrwicz-Wichrowski czy Stanisław Lisowski przewodniczący wileńskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Z “Ponar” trzeba udać się na Cmentarz Wojskowy na Rossie, gdzie leży ciało Marii z Billewiczów oraz serce jej syna, marszałka Józefa Piłsudskiego. W części głównej cmentarza można rozpoznać wiele ważnych postaci, osób które przyczyniły się na drodze do odzyskania naszej niepodległości. Wilno dla Polaków to przede wszystkim XVII wieczny obraz Matki Bożej Ostrobramskiej. Obraz, który zasłynął licznymi łaskami i do dziś czczony jest przez katolików i prawosławnych Litwinów, Polaków, Rosjan i Białorusinów. W samym Wilnie jest wiele miejsc odciśniętych polską kulturą i tożsamością.

Następnie mały wypad do Rygi, a w drodze powrotnej wizyta w Kiejdanach. Niegdyś miasto wielokulturowe, wielowyznaniowe i wielonarodowościowe. Główna siedziba książąt  z rodu Radziwiłłów. Dziś trochę wymarłe i jakby zapomniałe. Na mapie gospodarczej w tym miejscu można znaleźć ważne dla Litwy zakłady chemiczne. Gołym okiem widać, że w Kiejdanach hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła czci się jak bohatera narodowego. Czyżby z tego powodu, że zdradził Królestwo Polskie i zbratał się ze Szwedami?

Jadąc przez Litwę i Łotwę można odnieść wrażenie, że te dwa kraje wstydzą się lub skrzętnie unikają związków z Polską. Polacy są tam traktowani przez miejscowych trochę jakby obcesowo. Trudno jednoznacznie uznać z czego to wynika, ale być może My Polacy bardziej jesteśmy konsekwentni, bardziej kochamy patriotyzm, bardziej nam zależy na uczciwości, niezależności i szacunku dla innych. Na tym co dziś nie jest modne dla współczesnych lewackich elit.

 

The following two tabs change content below.
Grzegorz Małkus

Grzegorz Małkus

Grzegorz Małkus, Absolwent Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, studia podyplomowe: Zarządzanie Nowoczesną Szkołą - Wyższa Szkoła Pedagogiczna, Organizacja Pomocy Specjalnej - UJ, Sport Osób Niepełnosprawnych - AWF w Warszawie, Jakość Stanowienia Prawa - Uniwersytet Warszawski.
Grzegorz Małkus

Ostatnie wpisy Grzegorz Małkus (zobacz wszystkie)