Wileńskie Ponary – “miejsce ludzkiej rzeźni”

Podobnie jak dla Rosjan Katyń, a dla Ukraińców Wołyń, tak dla Litwinów wyjątkowo ponurą kartą historii są Ponary. Ponary, a właściwie Góry Ponarskie, to pasmo wysokich, morenowych, zalesionych wzgórz położonych 9 km od centrum Wilna, dziś przedmieścia litewskiej stolicy. Litwini najchętniej wymazaliby tę nazwę z planu stołecznego miasta. Brak też pełnej informacji na temat Ponar w Przewodniku Litwa autorstwa Giedre Jankeviciuta. A jest to jeden z najbardziej uznawanych historyków na Litwie. Dlatego w czasie upamiętnienia pomordowanych Polskich Patriotów na Skarżyskim Borze, postanowiliśmy przybliżyć historię ludobójstwa, o którym mało kto wie, a nawet jeśli wie, to jest to wiedza bardzo skromna.

W czasie okupacji hitlerowskiej, litewscy ochotnicy z oddziału specjalnego „Ypatingas Buys” zwanego potocznie „Strzelcami Ponarskimi” — składającego się z kilkuset ludzi dowodzonych przez byłych oficerów i podoficerów armii litewskiej, wymordowali według różnych źródeł około 80 tysięcy Żydów oraz 20 tysięcy Polaków. Egzekucje wykonywano w miejscu, w którym władze sowieckie w 1941 roku rozpoczęły budowę bazy paliwowej dla zaplanowanego w pobliżu lotniska. Do wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, sowieci zdążyli wykopać tam głębokich na 5 metrów w kształcie leja kilkanaście dołów o powierzchni na górze ok. 30 metrów i powierzchni ok. 10 metrów na dnie dołu. Doły obłożono kamieniami i pokryto je blachą, które później stały się litewskimi dołami śmierci.

Zasadnicza grupa Polaków rozstrzelanych w Ponarach była wyselekcjonowana przez litewską policję bezpieczeństwa „Saugumę”, która mając siedzibę w  gmachu miejscowego sądu, zajętym wcześniej przez NKWD, badała kartoteki sporządzone przez tę instytucję. Na usługach „Saugumy” byli liczni konfidenci, rekrutujący się głównie spośród Litwinów. Opierając się na ich donosach, „Sauguma” sporządzała listy proskrypcyjne, prowadziła wstępne dochodzenia, a po katorżniczych przesłuchaniach przekazywała sprawy niemieckiemu gestapo. „Sauguma” nadużywała niemieckich prerogatyw, kierując swe główne uderzenie w Polaków. Zgodnie z zaleceniami komendanta niemieckiej policji bezpieczeństwa i SD „akcja oczyszczania” Wilna miała się „przede wszystkim rozciągać na bolszewików i Żydów”. Litewscy nacjonaliści jednak w Polakach upatrywali największego wroga i jak opisuje w swym dzienniku Kazimierz Sakowicz, chwalili się, że w czasach bolszewickich zniszczyli 50 proc. Polaków, a za Niemców zakładali zniszczyć drugie 50 proc.

Litewscy kolaboranci działali w trzech grupach. Jedna dostarczała osoby przeznaczone na stracenie, druga zabezpieczała teren, a trzecia rozstrzeliwała ofiary stawiane kolejno nad brzegiem dołów. Każdy z dziesięciu katów strzelał do jednej ofiary, celując w głowę lub plecy. W ten sposób likwidowano dziennie setki osób w grupach 10 osobowych. Pierwszą egzekucję Polaków przeprowadzono 27 września 1941 r. Stracono wówczas 320 wilnian przetrzymywanych w więzieniu łukiskim. Ostatnia egzekucja miała miejsce, według meldunków podziemia, 20 kwietnia 1944 r. W trakcie każdego z 32 mordów na Polakach, życie traciło od pięćdziesięciu do trzystu osób. Wśród nich dominowali przedstawiciele inteligencji i patriotycznie nastawiona młodzież. Jedną z pierwszych ofiar był ks. Romuald Świrkowski, proboszcz parafii Świętego Ducha w Wilnie i dyrektor Akcji Katolickiej. Wraz z nim zginął ks. Tadeusz Zawadzki, jezuita, proboszcz parafii świętych Piotra i Pawła. Kilka dni później na dnie dołów spoczęło 80 uczniów i 5 uczennic z byłego gimnazjum Adama Mickiewicza.

O tym, co działo się w ponarskiej kaźni, najwięcej przekazują opisy i zeznania naocznych świadków min. wileńskiego dziennikarza, żołnierza Armii Krajowej Kazimierza Sakowicza. Sakowicz mieszkając niedaleko tych miejsc, prowadził obserwację z poddasza własnego domu i sporządzał notatki, które w butelkach zakopywał w przydomowym ogródku. Sami oprawcy skrzętnie i starannie zatarli wszelkie ślady swojej zbrodni. Poczynając od zniszczenia wszelkich oficjalnych dokumentów, a na dokładnym spaleniu wszystkich ofiar kończąc. Kości ofiar, które nie udało się spalić, zostały zmielone na mączkę i rozsypane w przydrożnych rowach. Dlatego dokładne zbadanie i ustalenie listy tam pomordowanych, jest na dzień dzisiejszy niemożliwe. Wiemy na pewno, że wśród Polaków zamordowanych w Ponarach byli też: prof. Kazimierz Pelczar, prof. Mieczysław Gutkowski, mecenas Stanisław Węsławski, adwokat Mieczysław Engiel, geograf Wanda Rewińska, aktor Karol Wyrwicz-Wichrowski czy Stanisław Lisowski przewodniczący wileńskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego. Strzelcy ponarscy zasłynęli wyjątkową bezdusznością. Wykonywali wyroki z myślą o bogaceniu się grabiąc kosztowności swoich ofiar. Wielu z nich dorobiło się w ten sposób olbrzymich majątków i żyło sobie spokojnie długie lata nawet na terenie Polski.

 

Po wojnie na długo nad Ponarami zalegała cisza. Po długich latach w Ponarach utworzono muzeum, w którym jednak na próżno było szukać polskich akcentów czy informacji o najliczniejszych ofiarach czyli Żydach. Opisy i informacje były sporządzone głównie w języku rosyjskim. Ustawiony na terenie „Bazy” obelisk czcił pamięć „ofiar faszystowskiego terroru z lat 1941—1944”. Z niewielkiej ekspozycji w muzeum można było się dowiedzieć, że w Ponarach ginęli głównie jeńcy radzieccy, żony oficerów sowieckich, które nie zdążyły się ewakuować przed armią niemiecką oraz Żydzi przede wszystkim członkowie partii komunistycznej. Z ekspozycji nie można też było wywnioskować, kim byli główni wykonawcy mordu. Gdy Litwa na dobre odzyskała niepodległość, a prasa zaczęła podejmować też tematy o zasadniczym znaczeniu dla najnowszej historii, sprawa współodpowiedzialności Litwinów za Ponary jednak nie została podjęta. Litwini nie odczuli potrzeby potępienia tych strasznych wydarzeń. Dopiero 8 maja 1990 r. Rada Najwyższa Republiki Litewskiej potępiła sprawców ludobójstwa w Ponarach, stwierdzając, że „wśród oprawców byli także obywatele litewscy”. Przyznając się do udziału swych rodaków w ludobójstwie Żydów, władze litewskie w dalszym ciągu odmawiają publicznej ekspiacji za udział Litwinów w masowych mordach dokonywanych na Polakach. Nie tak dawno zapytany Prezydent Bronisław Komorowski czy upomni się o pamięć pomordowanych w Ponarach Polaków odpowiedział: „Nie. Między innymi dlatego, że ta formacja kolaboracyjna, wyspecjalizowana w masowych mordach, nie respektowała państwa litewskiego.” Mimo to w Polsce dziś możemy znaleźć 32 tablice upamiętniające zbrodnie w Ponarach. Jedna z tablic znajduje się w skarżyskiej Ostrej Bramie, w miejscu szczególnie związanym z Wilnem i miejscami kaźni Polaków na wschodzie. Pamiętając o ofiarach mordów na Borze i Brzasku miejmy też w pamięci tych, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami, a Ojczyzna wtedy nie była zdolna się o nich upomnieć.

Materiał powstał w oparciu o: „Bibuła” – pismo niezależne, Wydawnictwo IPN – Ponary „miejsce nieludzkiej rzeźni” oraz materiały ze strony Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial